“Naturalne” a “sztuczne”: dlaczego „chemia” to nie przeciwieństwo „natury”?

“Naturalne” a “sztuczne”: dlaczego „chemia” to nie przeciwieństwo „natury”?

Obecnie stosuje się insulinę ludzką, produkowaną przez bakterie: pałeczki okrężnicy. Tyle, że bakterie same z siebie nie produkują insuliny. Aby mogły ją produkować, muszą zostać zmodyfikowane przy udziale technik inżynierii genetycznej. Ingerencją człowieka, w ściśle kontrolowanych warunkach wprowadza się do nich obce DNA: gen kodujący ludzką insulinę. Na dokładkę gen ten musi być odrobinę zmodyfikowany, by bakterie mogły uzyskać produkt końcowy, taką samą insulinę, jaką produkuje organizm zdrowego człowieka: zbudowaną z takich samych atomów wchodzących w skład takich samych aminokwasów ułożonych w takiej samej kolejności – a wszystko nie do rozróżnienia z insuliną wyprodukowaną przez człowieka.

Zatem czy pozyskana w ten sposób insulina jest produktem naturalnym, czy sztucznym? Kod DNA, na bazie którego powstaje, pochodzi z ludzkiego genomu. Produkowana jest przez bakterie, które są żywe i jak najbardziej naturalne. Ale jednak produkowana jest w bioreaktorze, a gen jest zmodyfikowany i sztucznie wprowadzony do bakterii.

Lepsze czy gorsze?
Bardzo podobnie ma się sprawa z nowymi metodami produkcji żywności. „Sztuczne” mleko produkowane w bioreaktorze powstaje w bardzo podobny sposób. Odpowiednio zmodyfikowane mikroorganizmy produkują białka krowiego mleka, oraz tłuszcze, które są w krowim mleku zawarte. Woda, sole mineralne i witaminy stanowią bazę dla mieszaniny.

Jako całość, w pochodzeniu produkt może i być sztuczny. Ale będzie podobny w smaku i z takimi samymi wartościami odżywczymi, jak mleko pochodzące od krowy. To przecież takie same cząsteczki. Właściwie, to taki produkt może być nawet lepszy!

Krowa zjada paszę, która nie jest wolna od zanieczyszczeń. Część z tych zanieczyszczeń, niekiedy szkodliwych związków chemicznych, siłą rzeczy będzie obecna w jej mleku. W produkcie pochodzącym z precyzyjnej fermentacji nie ma nic, czego do bioreaktora nie wprowadzimy, zatem to wyprodukowane dzięki biotechnologii mleko będzie wolne np. od metali ciężkich.

Ale mleko to jeszcze nic. Bo przecież wchodzimy w produkcję mięsa bez udziału zwierzęcia. No dobrze, nie całkiem bez udziału. Zwierzę musi oddać część swojego organizmu: komórki, z których powstają w nim włókna mięśniowe. Ale późniejszy proces, czyli ich namnażanie, różnicowanie właśnie w mięsień zachodzi już w laboratorium. I znów, otrzymany produkt ma smak i konsystencję podobną, ale nie identyczną z mięsem pochodzącym z ciała zwierzęcia. Zatem: lepsze czy gorsze? Naturalne, czy sztuczne? I czy na pewno to jest właściwe pytanie?

Granica pomiędzy naturalnym a sztucznym zaciera się coraz bardziej, obiekty pochodzenia naturalnego modyfikujemy, by lepiej spełniały swoje zadania. Może zatem zamiast ślepo podążać za naturalnością, lepiej rozpatrywać przydatność dla konkretnych zastosowań, koszty produkcji, zarówno finansowe, ekologiczne jak i etyczne, wpływ na zdrowie użytkownika czy trwałość.

Dalej »
Dalej »
WordPress Cookie Notice by Real Cookie Banner